niedziela, 14 września 2014

MALAJSKIE CURRY



Składniki:
300 g baraniny lub wołowiny
3 ząbki czosnku
4 szalotki
kawałek świeżego imbiru
1 papryczka chili
2 łyżeczki curry masala
1 łyżka zmielonego kminu rzymskiego
2 łyżki oleju kokosowego
3-4 goździki
1 gwiaździsty anyż
1 laska cynamonu
1 trawka cytrynowa
400 ml mleka kokosowego

Przygotowanie:
1. W moździerzu utrzeć obrany czosnek, szalotki, imbir i chili na gładką masę.
2. Curry masale i kmin wsypać do miski, dodać wody i wymieszać.
3. Na patelni rozgrzać olej i dodać anyż, laskę cynamony i goździki.
4. Smażyć minutę, następnie dodać pastę z czosnkiem i wymieszać.
5. Dodać pastę z kminu i masali, zagotować i dodać pokrojoną w kostkę baraninę lub wołowinę.
6. Dodać  trawkę cytrynową.
7. Gdy mięso będzie prawie miękkie podlać je mlekiem kokosowym.
8. Potrawę podajemy z plackiem z ciecierzycy.


Smacznego!




 Papryczka chili z własnego ogródka:) bardzo ostra!



 Curry masala to mieszanka szerokiej gamy smaków, oparta na kuchni południowo-azjatyckiej. 
W skład mieszanki wchodzą: kolendra, kmin, chili, kurkuma, czarny pieprz, goździki, kozieradka, sól, gałka muszkatołowa, imbir, kardamon, cynamon i gorczyca.




Mleko kokosowe znajduje szerokie zastosowanie zarówno w kuchni jak i w kosmetyce czy medycynie. W krajach Azji Południowo-Wschodniej mleko jest częstym dodatkiem do dań typu curry, sosów i zup. Mleko kokosowe posiada dużo wapnia, magnezy, żelaza, potasu, fosforanu. Ponadto jest bogatym źródłem minerałów, aminokwasów oraz białka. Ponadto mleko kokosowe korzystnie wpływa na skórę, włosy i paznokcie oraz regeneruje tkanki i pozwala zachować zdrowy i młody wygląd.


Fot. Grzegorz Jackiewicz

Jesteśmy na Facebooku!

czwartek, 4 września 2014

GEGHARD-ARMENIA


Dzień,w którym wyruszyliśmy do Geghard był najbardziej zorganizowanym i uporządkowanym dniem podczas całej wycieczki. Jestem osobą wielbiącą porządek i zaplanowany tryb życia. Natomiast podróż do Gruzji i Armenii nauczyła mnie spontaniczności, choć muszę przyznać, że rodziła się ona w ciężkich bólach. Wielokrotnie nie mogłam nadziwić się lokalnej beztrosce i fatalizmowi. "Będzie co ma być, a w między czasie możemy zjeść i napić się." Oczywiście długo nie trzeba było Nas namawiać, w końcu byliśmy na wakacjach, ale żyć tak na co dzień? 

Próbując dostać się do klasztoru Geghard nauczyliśmy się kolejnej zasady kaukaskiej gościnności, a mianowicie: "Turyści pytają o drogę? Nie bardzo wiem o co chodzi, ale muszę im coś powiedzieć, w końcu są gośćmi, muszą dobrze Nas zapamiętać!"
I tak trafiliśmy na panią, która biegłym angielskim, z pewnością w głosie tłumaczyła Nam jak dojechać  na dworzec, z którego na pewno odjeżdża marszrutka do Geghard. Nasze żale, dotyczące słabej znajomości angielskiego wcześniej spotkanych policjantów i ogólnego braku  informacji na przystankach skwitowała krótkim "Welcome to Armenia" Czy to już nie powinno dać Nam czegoś do zrozumienia?
W marszrutce po raz kolejny stanowiliśmy atrakcję dla współpasażerów. Rozglądanie się na boki w poszukiwaniu punktów orientacyjnych, przykucanie w przejściu aby móc spojrzeć przez nisko osadzone okna i pytania czy na pewno aby nie przegapiliśmy miejsca, w którym powinniśmy wysiąść( bo jest cholernie gorąco i nie mamy zamiaru nadrabiać drogi)- tak, to na pewno jest idealna rozrywka dla starszych pań z Kaukazu. Takie sytuacje nie ominęły Nas również w Gruzji. W metrze, grupa pań siedzących naprzeciwko chichotała jak nastolatki co trochę wskazując w Naszym kierunku. Po kontroli czystości odzieży, fryzur i wyrazów twarzy doszliśmy do wniosku, że nie mamy pojęcia dlaczego wywołaliśmy, aż takie rozbawienie;)

Marszrutką dojechaliśmy, ale na zły dworzec. Ten prawidłowy znajdował się na drugim końcu miasta. Kiedy w myślach mordowałam "uprzejma panią ze świetnym angielskim", Grzegorz targował się już z taksówkarzem. Nie było sensu dalej polegać na dobrych chęciach Ormian. Jak wyglądają kaukaskie dworce? Czekają tam na pasażerów marszrutki gotowe zawieźć klientów w każdy zakątek kraju. Należy tylko odnaleźć pojazd jadący w interesującym Nas kierunku. Nie jest to wcale takie proste. Nazwy miejscowości podawane są w lokalnym języku. Dla turysty ormiańskie czy gruzińskie "ślaczki" to czarna magia. Pozostaje chodzić od marszrutki do marszrutki i po prostu pytać kierowców. Ponadto należy zapomnieć o jakiejkolwiek organizacji na dworcu. Pojazdy stoją gdzie akurat jest miejsce. Panuje totalny chaos, który absolutnie nie przeszkadza mieszkańcom i co więcej, jest dla nich zrozumiały. Na dworzec przyjeżdżamy co najmniej godzinę przed odjazdem. W marszrutce jest niewiele miejsc i może się okazać, że musimy poczekać na następny kurs. 

Okolice klasztoru Geghard. 
Majestatyczne surowe skały otaczają kamienną budowlę klasztoru.



Jedyna żmija, którą udało się Nam zobaczyć podczas wyjazdu, chociaż wszelakie przewodniki ostrzegały o licznej populacji tych gadów. Na dodatek żmija była "świeżo" ubita przez zatroskanego o bezpieczeństwo turystów, pracownika obsługi klasztoru. 


Zanim weszliśmy do środka monastyru, zwiedzaliśmy jego malownicze otoczenie.


 Tzn. robiliśmy sobie fotki;)





Geghard jest najwspanialszym i najczęściej odwiedzanym klasztorem w Armenii. 
Został zbudowany w IV w. n. e. z inicjatywy Grzegorza Oświeciciela. Słowo "geghard" oznacza świętą włócznię, która przebito bok Chrystusa, i która według wierzeń była przechowywana w monastyrze. 




Chaczkary zwane "krzyżami z kamienia" to kamienne wizytówki Armenii. Ich historia sięga IV w. p.n.e. kiedy to zaczęły ozdabiać krajobraz łącząc w sobie chrześcijańską i pogańska symbolikę w wspaniałą formę, która przetrwała do dziś. Chaczkary wznoszono w miejsce świątyń pogańskich zanim zaczęto budować kościoły. Na terenie Gegard znajduje się mnóstwo Chaczkarów wyciętych na powierzchni skał oraz na ścianach budowli na cześć zmarłych lub też w podzięce za darowiznę na rzecz klasztoru. 


Cele mnichów i fragment świątyni wykuto bezpośrednio w skale.




W klasztorze można zakupić świeczki, które następnie zapalamy w różnych intencjach. 











Groby przedstawicieli rodziny Proszianów, dobrodziejów kościoła.



Podczas gdy na zewnątrz monastyru panował tropikalny upał, wewnątrz można było spędzić czas w przyjemnym chłodzie.



Fot. Grzegorz Jackiewicz

Zapraszamy do polubienia Nas na Facebooku



































wtorek, 12 sierpnia 2014

BAKŁAŻAN Z SOSEM ZIOŁOWO-MAJONEZOWYM



Bakłażan to bardzo popularny składnik gruzińskich potraw, które obowiązkowo muszą znaleźć się na stole podczas Supry. Warzywo to idealnie smakuje na zimno jak i na gorąco. Nam najbardziej przypadł do gustu Bakłażan z orzechami. Dzisiaj przedstawiamy kolejną odsłonę bakłażana, tym razem z sosem ziołowo-majonezowym.


Składniki:
2 bakłażany
3 ząbki czosnku
świeża bazylia
świeża mięta
świeży estragon (może być suszony)
świeża kolendra
1 łyżeczka mielonej kolendry
1 łyżeczka mielonego pieprzu
200 g majonezu ( w wersji dietetycznej majonez można zastąpić gęstym jogurtem naturalnym)
sól

Przygotowanie:
1. Bakłażany kroimy na plasterki (nie obieramy ze skórki), solimy z każdej strony i pod przykryciem odstawiamy na 2 godziny. Bakłażan zmięknie i usuniemy posmak goryczki.
2. Plastry bakłażana dokładnie obmywamy ze soli pod bieżącą wodą. Następnie smażymy je na patelni na złocisty kolor.
3. Nadmiar tłuszczu z podsmażonych plastrów usuwamy za pomocą papierowych ręczników.
4. Siekamy świeże zioła i wraz z przyprawami i czosnkiem dodajemy do majonezu. Wszystko razem miksujemy.
5. Powstałą pastą smarujemy plastry bakłażana i zawijamy je w roladki.

Gmertma Szegargot!
Smacznego!








Zapraszamy do polubienia Nas na Facebooku


środa, 6 sierpnia 2014

LOBIO



Lobio to jedna z najbardziej popularnych potraw gruzińskich. Lobio oznacza fasolę, jest to także nazwa dla potraw bazujących na tym strączku. Każda rodzina ma swój własny przepis na przyrządzenie tej potrawy przekazywany od pokoleń. Lobio zwykle spożywa się z marynowanymi warzywami i z Mchadi, czyli chlebem z kukurydzy. My przedstawiamy najbardziej znaną wersję Lobio, czyli fasolę z pomidorami i przyprawami.

Składniki:
400 g czerwonej fasoli
4 liście laurowe
3 ząbki czosnku
4 cebule
3 pomidory
1 łyżeczka mielonej kolendry
1/2 łyżeczki chmeli suneli (więcej o tej przyprawie możesz dowiedzieć się tu)
1/2 łyżeczki mielonej czerwonej papryki
sól
świeża kolendra
świeża pietruszka

Przygotowanie: 
1. Namocz fasolę w głębokim garnku z zimną wodą na dwie godziny przed gotowaniem. Następnie zmień wodę na świeżą  i dodaj liście laurowe oraz sól.
2. Gotuj na średnim ogniu, aż zmięknie fasola.
3. Posiekaj cebule i podsmaż na oleju.
4. Do cebuli dodaj pokrojone pomidory i czosnek oraz mieloną kolendrę i chmeli suneli.
5. Dokładnie wymieszaj i smaż na średnim ogniu przez 5 minut, mieszając od czasu do czasu.
6. Dodaj fasole, posiekaną kolendrę i mieloną paprykę.
7. Dodaj soli do smaku.
8. Podawaj gorące danie, posypane świeżą kolendrą i pietruszką.

Smacznego!









Zapraszamy do polubienia Nas na Facebooku


środa, 30 lipca 2014

KUCHNIA ORMIAŃSKA

Kuchnia ormiańska, która  istnieje od 3000 lat związana jest z tradycją kuchni starożytnej Azji, ale jak każda kuchnia pogranicza, jest bogata zarówno w swoje własne tradycje i receptury, jak i tradycje sąsiadów. Kuchnia ta zbliżona jest do kuchni tureckiej i greckiej, jednak zachowała swoją odmienność dzięki specyficznym przyprawom i składnikom. 

Najpopularniejszą potrawą jest Dolma, czyli odpowiednio przygotowane i przyprawione mięso zawijane w liście winogron.  Dostępna jest również wersja wegetariańska z soczewicą lub grochem. Dolme podjemy z gęstym jogurtem  podobnym do polskiego kefiru. Daniem tym możecie się zajadać również w krajach bałkańskich i w Gruzji. Przepis na Dolme znajdziecie tu.


Kolejnym popularnym daniem w Armenii jest ormiański kebab przygotowywany z mięsa wołowego, zmielonego z cebulą oraz doprawionego pieprzem, słodką i ostrą papryką. Istotnym składnikiem masy mięsnej jest masło. Kebab formujemy i nadziewamy na metalowe szpadki zwane Szampur. Danie podajemy zawinięte  w Lawasz, posypane kolendrą lub pietruszką. 
Lawasz to symbol ormiańskiego stołu i podstawa narodowej kuchni. To rodzaj chleba, w który można zawinąć każdą potrawę. Wytwarza się go z mąki i wody, po czym odstawia na kilka godzin aby skwaśniał. Nie trzeba wtedy dodawać drożdży. Następnie Lawasz wypieka się w specjalnych piecach, przyklejony do ich ścianek. Ormiański chleb może być przechowywany nawet przez kilka miesięcy. Należy go jednak od czas do czasu odświeżyć, pokrapiając wodą. Lawasz służy Ormianom jako talerz, łyżka i widelec.


Następną, znaną potrawą w kuchni ormiańskiej jest Chorowac, czyli grillowane kawałki mięsa, najczęściej wieprzowiny, wcześniej marynowane w ostrej papryce i ziołach. Nasz pierwszy obiad składał się właśnie z szaszłyka, opiekanych ziemniaków oraz Lawaszu z odświeżającą sałatką z cebuli i kolendry (genialne połączenie smaków!)


Armenia słynie z serów przygotowywanych domowymi sposobami.




Te wszystkie smakołyki popijaliśmy ormiańskim piwem Kilikia. Jednym z najlepszych, jakie było Nam dane degustować podczas Naszych podróży.


Ormianie są mistrzami w marynowaniu warzyw i owoców. Przetwory są niezastąpione podczas zimowych miesięcy. Na licznych straganach znajdziecie takie przysmaki jak: morele marynowane z plasterkami cytryny, dynia w syropie, kiszone pomidory, czerwona papryka kiszona z czosnkiem w oliwie z ziołami czy okrę marynowaną z ziołami. 


Zapraszamy do polubienia Nas na Facebooku